|
DOKTOR KWAŚNIEWSKI ODPOWIADA
Cukrzyca
05.05.1998r.
Moja 25 letnia córka jest chora na cukrzycę od 6 lat. Bierze insulinę 4 razy dziennie. Córka chce przejść na dietę optymalną, ja już stosuję, ale
nie ukrywam, że bardzo się boimy. Jak tego dokonać technicznie? Co z insuliną? Przecież cukrzyca to nie stawy. Dlatego bardzo bym prosiła o informację, w jaki sposób
przejść na dietę optymalną w cukrzycy typu I, od początku na insulinie, aby to nie zaszkodziło córce. Dowiedziałam się że i z cukrzycy typu I można się
wyleczyć, ale trzeba dużo wiedzieć. Ja z córką już sporo wiemy, ale chyba za mało. Proszę o więcej informacji.
A.H. z Dąbrowy Górniczej
Rzeczywiście z cukrzycy typu I można się prawie zawsze wyleczyć, ale
trzeba dużo wiedzieć. Najlepiej byłoby przez pierwsze 2-3 tygodnie pobyć w dobrym szpitalu czy sanatorium. Zwłaszcza małe dzieci powinny być
leczone w szpitalu. Gdy zgłosi się do mnie chory na cukrzycę typu I lub rodzice chorego dziecka, stoję przed trudnym wyborem. Co robić. Wiem
jak z cukrzycy można się wyleczyć, ale wiem również, jakie mogą być zagrożenia, gdy chory popełni błędy w żywieniu czy w dawkowaniu insuliny.
Wiem, że obecnie cukrzyca bardzo utrudnia życie chorym, kosztuje ich i nasze społeczeństwo sporo pieniędzy, prowadzi do inwalidztwa.
Żywienie optymalne jest leczeniem przyczynowym w cukrzycy Typu I i typu II. W krajach ubogich, gdzie ludzie żywią się "pastwiskowo" występuje
głównie cukrzyca typu I zwana cukrzycą młodocianych lub insulino zależną. Gdy naród zaczyna powoli maszerować od pastwiska w kierunku koryta
zmniejsza się ilość zachorowań na cukrzycę typu I, a zwiększa chorujących na cukrzycę typu II. Stosunek między liczbą chorych na cukrzycę typu I i II
świadczy o etapie, na którym znajduje się naród na drodze od pastwiska do korytka.
Międzynarodowy Instytut Diabetologii w Melbourne w Australii ocenia że liczba chorych na cukrzycę przekracza 100 milionów, z tego około 11,5
miliona choruje na cukrzycę typu I. Prognozuje on, że w 2010 roku liczba chorych wzrośnie do 215 milionów.
W Polsce liczba chorych na cukrzycę wynosi 1,6 miliona, w tym na cukrzycę typu I choruje około 100 tysięcy ludzi.
W Niemczech na cukrzycę choruje 5 milionów ludzi, w tym około 200 tysięcy choruje na cukrzycę typu I. Z prostego wyliczenie wynika, że obecnie
na całym świecie łącznie na 1 chorego na cukrzycę typu I przypada 8 chorych na cukrzycę typu II. W Polsce na 1 chorego na cukrzycę typu I
przypada 15 chorych na cukrzycę typu II. W Niemczech na 1 chorego na cukrzycę typu I przypada 24 chorych na cukrzycę typu II. Tymczasem po
wojnie w Polsce liczba chorych na cukrzycę typu I była wyższa, niż liczba chorych na cukrzycę typu II. Od 1956 roku Polacy rozpoczęli marsz od
pastwiska, do korytka. Od tego czasu zaczęło przybywać chorych na tak zwane choroby cywilizacyjne jest bliżej pastwiska, Niemcy najbliżej korytka
, Francuzi najblizej stołu, ale nadal mają do niego daleką drogę. W drodze do korytka jesteśmy za Niemcami o około 15-20 lat. Mieszkańcy USA przy
korytku znaleźli się najwcześniej - już w latach 1951-58 następnie rozpoczęli powolny marsz w kierunku stołu. Od 1965 roku liczba
zachorowań na choroby cywilizacyjne w USA zaczęła się zmniejszać, a liczba chorych na nadciśnienie w jednym dziesięcioleciu zmniejszyła się aż o 70%.
Czytam w czasopismach medycznych wydawanych w USA, że ilość zawałów zmniejsza się znacznie i znacznie się zmniejsza śmiertelność przy
zawałach, ale tylko śmiertelność przed szpitalna, że nie ma tego zjawiska wśród mężczyzn w wieku powyżej 65 lat z wykształceniem podstawowym.
Wnioski są następujące: gdy naród od korytka maszeruje w kierunku stołu, to liczba chorych na choroby cywilizacyjne się zmniejsza, zawałów jest
mniej, są łagodniejsze, opieka nad chorym po zawale w szpitalu nie poprawia się. Mężczyźni w wieku powyżej 65 lat z wykształceniem
podstawowym najpóźniej przechodzą na emeryturę, mieli niższe zarobki i mają niskie emerytury, a niskie emerytury powodują, że muszą tkwić przy
korytku, a to powoduje że zawały występują u nich często i proces ten nie ma tendencji zniżkowej. Lekarzom pracującym w Arkadiach mówię: nie
bierzcie się za leczenie cukrzycy, zwłaszcza za leczenie cukrzycy typu I. Ale oni też stoją przed dylematem. Muszą wybierać mniejsze zło. Cukrzyca typu
Jest dla chorych i dla narodu złem jednym z największych. Zalecając chorym na cukrzycę przejście na optymalny model żywienia trzeba się
liczyć z tym że chorym trudno jest zrozumieć zasady optymalnego żywienia i mają oni trudności z jego praktycznym zastosowaniem. Niektórzy
wyłączają ze spożycia WĘGLOWODANY i dziwią się, że pojawiają się u nich ciała ketonowe w moczu, że może wystąpić z tego powodu kwasica i
czasem trafiają do szpitala. Lekarze wówczas mają argument, że żywienie optymalne chorym na cukrzycę szkodzi. Gdyby gdzieś na świecie udało
się jakiemuś lekarzowi wyleczyć chorego z cukrzycy, nawet jednego na stu, to telewizja i inne środki przekazu informowałyby o cudzie. Cuda, gdy
powszednieją, już nie są cudami. Gdy wyleczy się z cukrzycy ponad 90 chorych na 100 to już nie jest cud. Zawsze pisałem, że PRAWIE wszystkich
chorych na cukrzycę typu I i typu II można z tej cukrzycy wyleczyć i choroba nie wróci, jeśli będzie utrzymany optymalny wzorzec żywienia. Cukrzyca
typu I jest chorobą z autoagresji, a główną jej przyczyną są węglowodany. Czym więcej węglowodanów w diecie, tym więcej insuliny musi wytwarzać
organizm we własnej trzustce. Organizm ma kilka sposobów na chronienie się przed cukrem, którego zjadać powinno się bardzo mało, ale
najważniejszym z nich jest wytwarzanie przeciwciał przeciwko komórkom wysepek Beta trzustki i niszczenie tych komórek po to, aby nie wytwarzały zbyt dużo insuliny.
U wszystkich, którzy zachorują na cukrzycę typu I występują przeciwciała niszczące.
KOMÓRKI BETA
Bardzo rzadko organizm niszczy wszystkie komórki Beta. Gdy ograniczy ich ilość, a zatem i możliwości wytwarzania insuliny, przestaje je dalej
niszczyć, bo i drapieżnik, jakim jest człowiek, potrzebuje trochę insuliny do innych przemian metabolicznych, a nie tylko do spalania czy przetwarzania
węglowodanów. Gdy rozwinie się choroba organizm przestaje niszczyć komórki eta, lub spowalnia tempo ich niszczenia. Dlatego w momencie
zachorowania przeciwciała przeciwko tym komórkom występują u 40-65% chorych. W momencie zachorowania ilość zniszczonych komórek eta
wynosi 60-85% lub nawet więcej. Z prostego wyliczenia wynika, że gdy tych komórek zostanie tylko 10% to aby insuliny własnej wystarczyło, trzeba
ograniczyć spożycie węglowodanów o 90 lub więcej procent, a wówczas własnej insuliny wystarcza i cukrzyca ustępuje. Dawkę przyjmowanej
insuliny trzeba dostosować do poziomu glukozy we krwi i nie dopuszczać do zbyt niskiego spadku. Lepiej jest mieć 160-190mg% glukozy we krwi,
niż 30 czy 50. Lepiej przyjąć mniej insuliny niż za dużo. Wydawać by się mogło, że gdy chory na cukrzycę zmniejszy spożycie węglowodanów o 90
% w poniedziałek, to już we wtorek powinien nie mieć cukrzycy. Tak być powinno, bowiem organizm ma zapas węglowodanów tylko na kilkanaście
godzin. Ale tak nie jest. Tak duża zmiana diety, jaka występuje u chorych na cukrzycę typu I po przejściu na żywienie optymalne, wymusza gruntowną
przebudowę organizmu. Trzeba zbudować nowe enzymy białkowe do spalania tłuszczu, trzeba usunąć wielokrotnie więcej enzymów potrzebnych
do spalania czy przetwarzania węglowodanów na tłuszcze i cholesterol. Te enzymy są zbudowane głównie z aminokwasów i są białkami. Muszą być
spalone. Ze 100g spalonego białka powstaje 56g węglowodanów. Chory zjada węglowodanów mało, ale wytwarza ich dużo sam. Gdy proces
przebudowy zostanie zakończony, wytwarzanie węglowodanów z białek znacznie się obniża, można wówczas zmniejszyć, a następnie odstawić
insulinę - kierując się poziomami glukozy we krwi. Węglowodanów trzeba zjadać tyle, aby nie było ciał ketonowych w moczu. U jednego chorego
spożycie 30g węglowodanów na dobę nie powoduje wytwarzania ciał ketonowych, u innego pojawiają się one nawet przy spożycie
węglowodanów rzędu 60g/dobę. Trzeba badać mocz na obecność ciał ketonowych i jeśli ich nie będzie można nieco zmniejszyć spożycie
węglowodanów. Gdy w moczu pojawią się ciała ketonowe, trzeba o 10-20g na dobę zwiększyć spożycie węglowodanów - przejściowo. Jeśli cukrzyca
trwa krótko, a ilość przyjmowanej insuliny jest niewielka, to wyleczenie choroby może nastąpić po kilku dniach. Jeśli choroba trwa długo,
spowodowała znaczne spustoszenie w organizmie, ilość przyjmowanej insuliny jest duża, to na wyleczenie trzeba poczekać znacznie dłużej. Bywa,
że trzustka chorego na cukrzycę jest tak zniszczona, że zupełnie nie wytwarza insuliny, co bywa rzadko, ale bywa. Wówczas trzeba nadal
przyjmować niewielkie dawki insuliny, mimo że cukrzycy już nie ma i nie grożą choremu jej groźne zawsze skutki. Na ogół po przejściu na żywienie optymalne dawkę
PRZYJMOWANEJ INSULINY
zmniejsza się o połowę, niekiedy ze zmniejszeniem dawki insuliny trzeba
poczekać dłużej, gdy ilość przyjmowanej insuliny jest mała można ją natychmiast odstawić. Badać cukier we krwi, zwracać uwagę na obecność
ciał ketonowych, w razie wzrostu poziomu glukozy we krwi podać parę jednostek insuliny, gdy pojawią się ciała ketonowe w moczu, zwiększyć
nieco spożycie węglowodanów. Gdy bez insuliny poziom glukozy we krwi na czczo będzie niższy od 140mg% będzie to oznaczało, że cukrzycy już
nie ma. Najgroźniejszym powikłaniem cukrzycy jest zbyt niski poziom glukozy we krwi i ZAWSZE jest on spowodowany przekroczeniem dawki
podawanej insuliny. Przy żywieniu optymalnym prawidłowy poziom glukozy we krwi wynosi od 100 do 140mg%. Często poziomy glukozy są podawane
w tak zwanych milimolach. Gdy poziom glukozy w milimolach wynosi 10 to w przeliczeniu na mg% jest 180. Aby ustalić poziom glukozy w mg% trzeba
ilość milimoli pomnożyć przez 18. Powinna Pani z córką dobrze się przygotować do przejścia córki na żywienie optymalne. Gdy córka będzie
pamiętać o możliwych zagrożeniach i potrafi je umiejętnie ominąć, będzie miała duże szansę na wyleczenie się z cukrzycy.
dr. Jan Kwaśniewski
Artykuł z Dziennika Zachodniego
Poprzedni Artykuł Lista Artykułów Następny Artykuł
|
|